Jak drzwi zmieniły styl mojego mieszkania?

Remont Jak co kilka lat nadszedł czas wyremontować mieszkanie. Cóż, jak każdego, taka sytuacja jest mało zadowalająca. Bałagan, koszty ale jeżeli efekt końcowy jest zadowalający, jest to rekompensata za tą męczarnie J. Po ustaleniu zakresu, czyli zmiany kolorów ścian, kilku duperel związanych z renowacją paneli na podłodze wraz z listwami, sprawdzeniu okien oraz armatury w łazience i kuchni, przyszedł czas na drzwi, które były w opłakanym stanie. Zacząłem wgłębiać się w temat i wiele się dowiedziałem. Najbardziej z informacji dostępnych, interesowała mnie trwałość drzwi oraz to na co zwróciłem uwagę, inspirowany stronami, to doświetlenie przedpokoju. Wymiana drzwi i jakie wybrałem? Wiele stron z drzwiami przeanalizowałem, byłem na stronach producentów Pol Skone, DRE, Gerda, Asilo, Porta i innych, których nie sposób wymienić. Szukałem drzwi odpornych na ścieranie ale ze względu na przeszklenia na które się zdecydowałem również bezpiecznych. Nie było, przynajmniej biorąc pod uwagę zapewnienia producentów, z wyborem takich drzwi. Abstrahując od tematu, powiem szczerze, że nie sądziłem, iż jest tyle modeli i różnych cudeniek na rynku. Człowiek sobie żyje i raz na jakiś czas otwiera szeroko oczy na temat w którym się wgłębia. Po naprawdę długim zastanowieniu spośród drzwi Pol Skone, DRE i Porta, ostatecznie zdecydowałem się na te ostatnie. Zaznaczam, że moim zdaniem najładniejsze, najbardziej dostosowane do moich potrzeb i najbezpieczniejsze były drzwi Porta Domar, to firma w której zdecydowałem się na zakup i montaż tej marki. Długo można opowiadać o samej wymianie. Po krótce, było szybko, jak na zakup drzwi, co ważne tanio, spore upusty daje Domar i co najważniejsze dobrze oraz czysto przy wymianie. Obyło się bez niepotrzebnego bałaganu, a monterzy z Domaru nawet zabrali stare drzwi. Rach – ciach i po sprawie J. Efekt końcowy. Po całym zamieszaniu, przy kilkutygodniowym remoncie, po posprzątaniu niewielkiego bałaganu przyszedł czas na podsumowanie. Drzwi Porta świetnie wpisały się w design,

Czy kawa dla ubogich to dobry pomysł?

Internet jest pełen idiotycznych i nieprzemyślanych akcji, które z powodu samej idei zyskały sobie mnóstwo zwolenników. Z ich realnym zaangażowaniem bywa różnie, ale zakładając, że zawieszona kawa jest praktykowana przez wszystkich, którzy nad nią ochają i achają to może się nawet udać. Ale nie w Polsce Kultura osobista naszych rodaków jest godna pożałowania. Kiedy mogą dostać coś za darmo, rzucają się na to jak zombie na schwytanego człowieka. Bez litości dla konkurentów i zapominając o swoim honorze. Każdy pamięta Chytrą Babę z Radomia? Dzisiaj podobno jest dzień życzliwości. Pomijając fakt, że coś takiego powinno być codziennie (podobnie jak wiele jednodniowych świąt spoza mainstreamu), nawet z takiej okazji można zostać objechanym od góry do dołu za przepuszczenie pieszego na przejściu. A mówi się, że to ja jestem egoistą, który ma w dupie wszystkich dookoła i liczy się dla mnie tylko moja korzyść (pierwsza część się zgadza, druga już niekoniecznie, ale to dlatego, że ludzie nie rozumieją idei prawdziwego egoizmu). Zmierzam do tego, że popularna od kilku dni historia o zawieszonej kawie, nie ma najmniejszych szans na przełożenie na warunki panujące w Polsce. Nie dorośliśmy jeszcze do zostawienia darmowej kawy dla kogoś, kogo na nią nie stać. Chociaż dzięki coraz większej ilości podobnych akcji, nasza świadomość o życzliwych zachowaniach wzrasta. Fuck yeah! Czeka nas długa droga, ale pierwszy krok już został podjęty. Wszedłem do małej kawiarni z przyjaciółką, każde z nas zamówiło dla siebie. Gdy siedliśmy przy stoliku, dwóch ludzi podeszło do bufetu: – Pięć kaw, dziękuję, trzy dla nas, a dwie zawieszone. Płacą, biorą swoje trzy filiżanki i wychodzą. Pytam przyjaciółki: – Co to są zawieszone kawy? Ona odpowiada: – Poczekaj, zobaczysz. Jeszcze kilka osób weszło do kawiarni. Dwie kobiety zamówiły kawę, zapłaciły i wyszły. Następne zamówienie to siedem kaw dla trzech adwokatów: – Trzy dla nas i cztery zawieszone. Rozważając co takiego zawieszone

Czy galerianizm jest chorobą XXI wieku?

Świątynia kapitalizmu, wyzysku klasy średniej, miejsce spotkań młodzieży, i co straszniejsze, również dzieci, także z rodzicami. Galerianki mogą się schować! Centrum handlowe stało się tym, czym jeszcze nie tak dawno był kościół. Teraz na galerie przeniósł się ciężar ludzi, którzy chcą pokazać się z jak najlepszej strony i znaleźć akceptację wśród społeczeństwa.  Problem ten miałem głęboko w poważaniu, do czasu, aż zwrócił mi na niego uwagę znajomy w Poznaniu. Moja lokalna galeria do tej pory nie była czymś, co potrafiło ściągnąć do siebie rzesze głodnych zauważenia młodych osób, a jeździć do Lublina tylko po to, żeby połazić od sklepu do sklepu jakoś mnie nie rajcowało. Fastfoody skoncentrowane w jednym sektorze takiej galerii potrafią wygenerować potężny ruch. Wystarczy mi porównanie galerii Venus do Plazy z Lublina. W Poznaniu jest to jeszcze bardziej spotęgowane. Większe miasto, bliżej zachodniej Europy, ludzie więcej zarabiają i więcej wydają. Tam to jest dopiero cyrk. Chociaż i Poznań może się schować z w porównaniu do Alexa w Berlinie. Wszędzie jednak występuje te samo zjawisko. Jest tam od groma ludzi, którzy niekoniecznie są tam po to, żeby robić jakiekolwiek zakupy. Kiedyś do kościoła chodziło się w niedzielnych ubraniach. Najładniejszych, najdroższych, które wkładało się na siebie tylko w niedziele i na święta, i to tylko na okres od wyjścia z domu do powrotu ze mszy. Nikt nie chciał wyjść na biedaka przy sąsiadach, którzy tylko wyczekiwali chwili nieostrożności, aby wytknąć, że Kowalską spod piątki nie stać na eleganckie i wymuskane ciuchy dla swoich dwóch synów, którzy śmieli przyjść do świątyni w spoconych koszulkach i krótkich spodenkach. W dodatku sandały mieli wybrudzone piachem po porannej wizycie w bazie. Teraz to samo zjawisko ma miejsce w centrach handlowych i galeriach. Dzieciaki i młodzież odwalają się w najbardziej SWAGowe ciuchy, na jakie naciągnęli rodziców. O świcie pędzą do fryzjerów, żeby ułożyli grzywkę na Justina