Czy kawa dla ubogich to dobry pomysł?

Internet jest pełen idiotycznych i nieprzemyślanych akcji, które z powodu samej idei zyskały sobie mnóstwo zwolenników. Z ich realnym zaangażowaniem bywa różnie, ale zakładając, że zawieszona kawa jest praktykowana przez wszystkich, którzy nad nią ochają i achają to może się nawet udać.

Ale nie w Polsce

Kultura osobista naszych rodaków jest godna pożałowania. Kiedy mogą dostać coś za darmo, rzucają się na to jak zombie na schwytanego człowieka. Bez litości dla konkurentów i zapominając o swoim honorze. Każdy pamięta Chytrą Babę z Radomia?

Dzisiaj podobno jest dzień życzliwości. Pomijając fakt, że coś takiego powinno być codziennie (podobnie jak wiele jednodniowych świąt spoza mainstreamu), nawet z takiej okazji można zostać objechanym od góry do dołu za przepuszczenie pieszego na przejściu. A mówi się, że to ja jestem egoistą, który ma w dupie wszystkich dookoła i liczy się dla mnie tylko moja korzyść (pierwsza część się zgadza, druga już niekoniecznie, ale to dlatego, że ludzie nie rozumieją idei prawdziwego egoizmu).

Zmierzam do tego, że popularna od kilku dni historia o zawieszonej kawie, nie ma najmniejszych szans na przełożenie na warunki panujące w Polsce. Nie dorośliśmy jeszcze do zostawienia darmowej kawy dla kogoś, kogo na nią nie stać. Chociaż dzięki coraz większej ilości podobnych akcji, nasza świadomość o życzliwych zachowaniach wzrasta. Fuck yeah! Czeka nas długa droga, ale pierwszy krok już został podjęty.

Wszedłem do małej kawiarni z przyjaciółką, każde z nas zamówiło dla siebie. Gdy siedliśmy przy stoliku, dwóch ludzi podeszło do bufetu:

– Pięć kaw, dziękuję, trzy dla nas, a dwie zawieszone. Płacą, biorą swoje trzy filiżanki i wychodzą. Pytam przyjaciółki:

– Co to są zawieszone kawy?

Ona odpowiada:

– Poczekaj, zobaczysz.

Jeszcze kilka osób weszło do kawiarni. Dwie kobiety zamówiły kawę, zapłaciły i wyszły. Następne zamówienie to siedem kaw dla trzech adwokatów:

– Trzy dla nas i cztery zawieszone.

Rozważając co takiego zawieszone kawy, podziwiam piękny widok w słonecznej pogodzie. Nagle otwierają się drzwi. Mężczyzna w zniszczonym ubraniu wyglądający jak żebrak, podchodzi do kelnerki i pyta uprzejmie:

– Czy masz może zawieszoną kawę?

Ilu z was byłoby w stanie nie zapytać w powyższy sposób, jeśli za to otrzymalibyście darmową kawę? Już sobie wyobrażam tłumy wchodzące do każdej kawiarni na mieście z zapytaniem o zawieszoną.

Burzę i upraszczam

Wypowiadałem się już na ten temat na blogu Mateusza Góreckiego, od którego dowiedziałem się o inicjatywie. W myśl wątpliwego autorytetu moralnego jakim jest Markiz de Sade:

Ty budujesz, wymyślasz, mnożysz. Ja burzę i upraszczam

zdecydowanie lepszym pomysłem jest zawieszanie kawy dla następnego klienta, który ją zamówi. Coś podobnego pojawiło się w prezentacji Adama Przeździęka na temat Random Acts of Kindness.

Ciekawi mnie tylko, jaki cudem bezdomny, który dostęp do internetu ma bardzo ograniczony, dowiedziałby się o tym, że czeka na niego darmowa kawa? Kawiarnie nie miałyby raczej ochoty informować o nich przez wzgląd na komfort pozostałych klientów. Akcja medialna na mieście też średnio wchodzi w grę, bo mało kto zapłaci za coś, co nie przyniesie mu korzyści. Głupio podpisywać się na reklamie szlachetnej akcji, ale kto wie? Przecież przywołałem tutaj jednego z czołowych libertynów XVIII-wiecznej Francji, także o moralności możemy zapomnieć.

Pozostaje więc idea marketingu szeptanego, edukowania pracowników kawiarni i potrzebujących, że coś takiego może istnieć. Tylko ciekawe, kto faktycznie jest potrzebującym, a kto jest łasy na darmową kawę. Kiedy w grę wchodzą gratisy, zapominamy o kulturze.